Jan Paweł II

 

Nie zdążyliśmy ochłonąć, a Ojciec Konrad (O. Konrad Hejmo - red.), zabiera Tomasza i mnie do Watykanu i bocznym wejściem wprowadza do Bazyliki. Ogromna kolejka posuwa się przez środek, my zaś od strony zakrystii. Podchodzimy blisko. Widok kogoś, kogo kochałem, w bezruchu jest porażający. Stają mi w pamięci wszystkie spotkania z Tym Człowiekiem. Głowa pęka. Nagle spostrzegam arcybiskupa Stanisława, kochanego Stanisława, który przez te wszystkie lata torował mi drogę do Ojca Świętego.

- Stasiu - szepcę. - Stasiu...

Stanisław się odwraca i kiwa, aby podejść. Podchodzą, a on prowadzi mnie ku klęcznikom z prawej strony Ojca Świętego. Walnąłem na kolana. Łzy zalały mi oczy i twarz. Ale co tam. Jestem przy Nim, przy Człowieku wielkiej inicjatywy Miłości w kierunku człowieka i świata. Miał dla mnie czas, odpisywał na moje listy, zapraszał na śniadania, obiady i kolacje. Nie wiem ile tam klęczałem, ale kiedy wstałem, przez łzy dostrzegłem Stanisława, więc podszedłem aby podziękować za te chwile ostatnie i te wcześniejsze przy Ojcu Świętym. Spojrzał na mnie groźnie i powiedział stanowczo:

- Uspokój się!

Nie potrafiłem tego zrobić w jednej chwili, więc powtórzył:

- Uspokój się!

I jeszcze po raz trzeci powiedział do mnie:

- Uspokój się i chodź ze mną...

Posłusznie wytarłem oczy szkaplerzem i poszedłem za arcybiskupem w kierunku miar papieskich. Staliśmy tak obaj przez chwilę, a potem Stanisław ucałował kraj szaty Ojca Świętego, a ja powtórzyłem ten gest, przytulając się twarzą i ustami do szkarłatnego ornatu. Nad emocjami trudno mi jednak było zapanować.

Całując kraj szaty, przytulam się do Jego ornatu i spostrzegam, że zaczyna się nowa epoka w moim życiu. Wchodzę w przestrzeń Świętych Obcowania. Zaczynam rozmawiać z Ojcem Świętym jak jeszcze nigdy dotąd. Zwracam się do niego i nadsłuchuję odpowiedzi. Powierzam Mu się i proszę o dalsza opiekę i pomoc. Proszę, by mnie bronił przed przeciwnościami. Dochodzi oczywiście o Jamną i Lednicę. Usiłując tego dnia zasnąć, dobrą chwilę rozmawiałem tak z głową przytuloną do poduszki.

(Ojciec, 2005 r.)